Nie taka matura straszna jak ja pisza...

   Potrafisz przesiedzieć całe dnie i noce przy książkach, a Twoje życie prywatne nie istnieje? Spoko, nie jesteś sam.

   Kiedy wkroczysz w mury szkoły ponadgimnazjalnej zapewne pierwsze co usłyszysz od nauczycieli to: "teraz zaczyna się prawdziwe życie", "zobaczycie że matura nie jest dla wszystkich, trzeba się postarać żeby ją zdać." GÓWNO PRAWDA. :)


Sama kiedy poszłam do liceum byłam zastraszona tego typu tekstami ze strony nauczycieli, zapomniałam co to przyjaźnie, wyjścia z domu, o imprezach nie wspominając i tak z niepokornego gimbusa przepoczwarzyłam się w pilną uczennicę, bo przecież innego wyjścia nie ma. Wracałam ze szkoły, jadłam obiad, siadałam do książek i na tym się nie kończyło, bo przecież nauczycielowi to nie wystarcza. Po odrobionej pracy domowej robiłam notatki, żeby było się z czego uczyć na sprawdziany, z kawą w ręku potrafiłam siedzieć do 2 w nocy żeby tylko mieć tą czwórkę czy piątkę nieistotnego sprawdzianu. Tak zleciał mi 1 rok "edukacji" w LO. Czemu cudzysłów? Bo najczęściej na lekcjach najważniejsze było przepisywanie podręcznika do zeszytu, a w domu uczniu radź sobie sam. :)




Po roku ostrego zapierdolu (!) stwierdziłam, że to koniec. Z racji tego, że doszły mi rozszerzenia, doszłam do wniosku, że skupiam się tylko i wyłącznie na przedmiotach, które będą mi potrzebne do matury. A reszta przedmiotów, z którymi nie wiązałam przyszłości zeszła na dalszy plan czytaj: latanie na ściągach jak tylko się da, ewentualnie "jakoś tam będzie, jak nie to się poprawi." ZADZIAŁAŁO. 

Od 5 klasy podstawówki nie przeczytałam żadnej lektury, miałam gdzieś reakcje chemiczne, ruchy płyt tektonicznych i wyprawy krzyżowe. A MATURĘ pomimo wielkiej presji wywołanej przez nauczycieli ZDAŁAM i to nie na byle jakim poziomie (może dlatego, że poziom oprócz rozszerzeń był żałosny).





Dlatego jeśli jesteś gimnazjalistą i boisz się iść do liceum albo już toniesz w nadmiarze materiału to wrzuć na luz, OD TEGO SIĘ NIE UMIERA, więksi debile chodzą po świecie. :) Rób swoje, nie patrz na to co mówią rodzice/dziadkowie/sąsiedzi/pies/kot, skup się na tym z czym wiążesz swoją przyszłość, lub to co liczy Ci się na studia. Do matury zacznij zapieprzać 4 miesiące przed i styknie. Pamiętaj, że nie jesteś pierwszym i ostatnim człowiekiem na ziemi, który zdaje ten egzamin. A jak nie zdasz w maju to zawsze masz sierpień :)





Komentarze

Sandra F. pisze…
Również jestem po maturze, w końcu! Całe liceum właściwie się obijałam, a maturę zdałam. Z początku też mnie straszyli. Po części mieli rację, gdyż w liceum jest więcej nauki i trzeba jej trochę czasu poświęcić, ale bez przesady. :)
Dokładnie. Wystarczy się kierować zasadą "wszystko po trochu" i przez lo przechodzi się szybko i bezproblemowo :P
Jolie Damee pisze…
Podoba mi się Twoje bardzo pozytywne myślenie ;) Nie przejmujesz się zbędnymi rzeczami i właśnie dlatego udaje Ci się ogarniać wszystko bez problemu ;)

Popularne posty